piątek, 28 października 2016

Dlaczego teatr?

Dlaczego teatr?

Maciej Ratajczyk i Paweł Jaguś w spektaklu "Sonata Belzebuba"

Prawie siedem lat temu jeden z moich znajomych zadał mi pytanie:
"Mały dlaczego zajmujesz się teatrem?"
wtedy odpowiedziałem na to pytanie w sposób bardzo prosty:
"Po prostu ktoś mnie do tego zachęcił".
Dopiero po kilku latach kiedy sam zacząłem zajmować się teatrem zupełnie autonomicznie – ja jako twórca całości dzieła, a nie odtwórca roli, wtedy zrozumiałem właściwie co było esencją tego pytania.

A więc: Mały dlaczego zajmujesz się teatrem?

Mógłbym skrócić swoją odpowiedź do stwierdzenia najprostszego: po to by zmieniać świadomość ludzi, ale to by było za proste.
Będąc na wymianie artystycznej w Duisburgu w 2008 roku jeden z prowadzących po moim beznadziejnym wygłupie powiedział do mnie:
Chcesz zmieniać świat? Zacznij od siebie”.
Coś we mnie pękło coś zaczęło się zmieniać, bardzo powoli ale skutecznie. Trzy lata później założyłem własną grupę teatralną, która funkcjonuje do dziś i z roku na rok realizuje coraz większe projekty. Decyzja o założeniu własnego teatru zmieniła całe moje otoczenie, powstała firma zajmująca się kulturą potem stowarzyszenie, dziś nasza ekipa organizacyjna liczy sobie prawie szesnaście osób, a wokół nas jeszcze krążą osoby „wolne elektrony”, które zawsze nam pomagają.
Przez kilka lat zmieniałem siebie poprzez teatr, aż w końcu nastał dzień, w którym zrozumiałem, że zmieniam już nie tylko siebie ale osoby wokół mnie – powoli zacząłem zmieniać świat.
Medium teatru daje tę możliwość, że mogę pokazać innym jak wygląda świat z mojej perspektywy, ale dobry twórca to ktoś kto potrafi tak jak dobry malarz pokazać rzeczywistość taką jaka ona jest. Tak jak malarz, malując obraz odchodzi na pewną odległość od sztalugi by zobaczyć na modela by porównać go ze swoją pracą, tak artysta teatru powinien oddalać się od swojego dzieła by widzieć wszystkie obrazy, które się na niego składają. Powinien też on oddalać się i przybliżać do tematów jakie porusza, żeby móc dobrze zobaczyć wszystkie strony „konfliktu”. Artysta teatru musi być bardzo dobrym obserwatorem – nie tylko tego co widzi okiem, ale musi obserwować emocje, obraz psychologiczny, sytuację polityczną, musi czuć sercem, musi odbierać i rejestrować sensualny obraz świata. Jaka sztuka jest w tworzeniu propagandowej sztuki – mogę powiedzieć, że żadna gdyż każdy głupi potrafi wziąć jeden konkretny temat i opracować go w godzinę. Sztuką jest zestawianie ze sobą obrazów. Sztuką jest zderzanie ze sobą światopoglądów. Sztuką jest pokazywanie rzeczywistości taką jaka ona jest, ale w sposób artystyczny. Oczywiście każde „ubieranie” tematu jest już jego interpretacją, wkładanie tematu w ramę estetyczną już oznacza jego deformację, każda mała ingerencja może spowodować, że widz odbierze to jako interpretację artysty a nie rzeczywisty obraz, a do tego sam jeszcze dokona własnej indywidualnej interpretacji. Jednak taka jest nasza rola: budować obrazy znaczeniowe, a rolą widza jest je odczytywać na własny sposób bo przecież „jesteś tym co wiesz”.
Prawdą jest, że dzisiejsi odbiorcy teatru to zazwyczaj osoby, które same tworzą teatr, lub piszą o teatrze lub mają jakiś interes w tej sztuce, ale warto tworzyć i budować coś swojego gdyż zawsze na widowni znajdzie się ktoś „przypadkowy”, ktoś na kogo możemy wpłynąć, komu możemy powiedzieć coś więcej. Zajmuję się teatrem właśnie dla tej osoby, która przychodzi na spektakl czasem przez przypadek. Dlaczego? Dlatego, że środowisko ma już swoją opinię i swoją mądrość, my nawzajem oglądamy swoje prace, oglądamy prace innych reżyserów i podkradamy im albo sobie jakieś małe elementy estetyczne. Teatr trwa i będzie trwał, gdyż jeszcze wiele rzeczy nie zostało wprost (wy)powiedzianych.

Zajmuję się teatrem bo wierzę w jego moc, wierzę w to, że dzięki niemu możemy dotykać materii tak skomplikowanej, że nie da się jej wprost opisać słowami. Jest to coś nienamacalnego fizycznie, są to indywidualne przeżycia duchowe, które „bywają”.
Zajmuję się teatrem bo wierzę w jego moc zmieniania świata na skalę większą niż mogłoby się wydawać. Może on wpływać na politykę, przemiany społeczne a nawet pośrednio na przemiany ekonomiczne.
Zajmuję się teatrem gdyż wrażenia estetyczne w teatrze dają mi więcej niż oglądanie filmów. Teatr daje mi poczucie aktywnego uczestnictwa w wydarzeniu. W każdej chwili mogę wstać i przerwać, mogę nagrodzić aktorów i reżysera brawami, mogę ich wygwizdać lub milczeć po spektaklu, zostawiając od razu swoją opinię na temat tego co zobaczyłem.
Zajmuję się teatrem bo oprócz tego, że dzięki niemu mogę zmieniać świat to czuję, że on mnie też zmienia. Uwrażliwia mnie, daje to czego inne sztuki nie potrafią dać.
Zajmuję się teatrem by tworzyć.
Zajmuję się teatrem – bo obawiam się, że nic innego nie potrafię tak dobrze robić jak teatr.
Zajmuję się teatrem – bo obawiam się, że nie znam nic tak jak sztukę teatru.
Zajmuję się teatrem – bo świat mocno się uteatralizował i ja jestem jego częścią.


Czytając książkę Eugenio Barby natrafiłem na takie określenie, że Odin Teatret (teatr Barby) jest jak latawiec na wietrze, jest samotną jednostką gdzieś tam wysoko, jest ulotny, kiedy puścisz linkę to zniknie lada moment – to akurat tekst z lat 70 więc nie jest już zbyt aktualny. Jednak bardzo spodobała mi się metafora tego przedmiotu i w jednej chwili przerobiłem ją na własne potrzeby.

Nasz teatr Kingdom of Curvy Fork powinien być jak latawiec, jednak nie jak ten latawiec z Odin Teatret – samotny i ulotny, powinien być latawcem Benjamina Franklina, który zostaje puszczony dopiero gdy wokół zbiera się burza. Musi być umieszczony w burzliwym środowisku i spokojnie czekać na uderzenie pioruna. Musi prowokować do uderzenia, puszczony latawiec w centrum burzy nie musi na 100% ściągnąć na siebie gromu, ale prowokuje do tego by ładunki elektryczne uciekły po nim po czym dochodzi do rozładowania.
Burza to środowisko: polityczne, społeczne, kulturowe, ale także środowisko twórcze.
Latawiec to nasz teatr, który powinien prowokować, powinien być w miejscu niebezpiecznym, gdzieś na granicy zdrowego rozsądku a szaleństwa. Uderzenie pioruna, to tematy jakie poruszamy, to obrazy jakie kreujemy. To jest to wszystko co nazwalibyśmy naszą akcją czy działaniem. Nasze działanie powinno prowadzić do rozładowania tych skumulowanych ładunków. Czyli prowokujemy, uderzamy i rozładowujemy prowadząc do katharsis.
Powyższy opis nie tyczy się całej działalności naszego teatru, można go raczej przypisać do poszczególnych prac takich jak „Tożsamość” czy „Sonata Belzebuba”. Dziś jednak mogę śmiało powiedzieć, że kierunek w jakim zmierza nasza praca jest coraz bardziej skupiony na byciu „latawcem Benjamina Franklina”. Coraz częściej powołujemy do życia prace, które są pokłosiem wydarzeń aktualnych, dlatego tutaj pojawia się problem przemijania. Piękno teatru polega na tym, że jest on bardzo kruchy – dziś mówimy o rzeczach ważnych, aktualnych i mocnych – jutro będą już tylko miałką papką która będzie nadawała się do wyrzucenia, być może nawet nie będzie nadawała się do definiowania przeszłości, gdyż nic po niej nie pozostanie lub pozostaną tylko strzępy obrazów, których nie będziemy mogli uważać za dobry punkt odniesienia do tego co już minęło.

Maciej Ratajczyk
20.10.2016 – Olimpiada Teatralna, Wrocław


Wszystko co w teatrze widzisz jest nieprawdziwe – bo nasz świat nie jest już prawdziwy.
To moja odpowiedź na hasło tegorocznej Olimpiady Teatralnej „Świat miejscem prawdy”, które jest fragmentem wypowiedzi Jerzego Grotowskiego, moim zdaniem ta sentencja wyrwana z kontekstu ma się nijak to tego co mówił Grotowski. To prowokuje mnie do kolejnej refleksji, o której (może) napiszę następnym razem.

Maciej Ratajczyk

Kraków
28.10.2016


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz